Temat: Podróże w czasie

Zapodam link do dającego do myślenia podróżowania w czasie i jego konsekwencjach. Każdy z nas zna " paradoks dziadka " , a w Terminatorze
występuje to zjawisko cały czas.
Ten koleś co to pisał musiał się długo nad tym głowić , widać miał porządną " zastanówkę " i przewertował dużo materiału na ten temat , a teraz zapodaję jego wnioski.
Przeczytajcie i oceńcie sami :
http://krazov.com/archiwum/terminator-i … zasie.html

2

Odp: Podróże w czasie

Przeczytałem i ... ciekawy artykuł . Piszący go musiał chyba coś brac ,żeby nie zwariowac od tego wink . Najfajniejsze jest to ,ze z pozoru zwykły film s-f może dawac tyyyle do myślenia ! (mimo iż nie było to zapewne celowe działąnie Camerona wink )

3

Odp: Podróże w czasie

O! Bardzo fajny temat, wezmę się do przeczytania go. Podróże w czasie to również moja sprawa, bo z wykształcenia jestem fizykiem, więc powinno być to ciekawe. smile

Przeczytam ocenię, a na koniec dam swoje spostrzeżenia na ten temat.

4

Odp: Podróże w czasie

Autor tego artykułu wspomina o teorii Younga i bardzo dobrze. Opisuje on niejako zredukowaną teorię wielu wszechświatów, o której wielu z Was za pewne słyszało lub czytało gdziekolwiek. Dotyczy ona prostej i niezbyt skomplikowanej „fabuły”, jednak piekielnie ciężkiej i często nierozwiązywalnej mechaniki w postaci równań przestrzeni. Żeby się nie wymądrzać, przedstawię problem z punktu widzenia mechaniki kwantowej, teorii relatywistycznej i ogólnej teorii względności ubranej w rękawiczki ze skóry laika.
Mianowicie, mechanika kwantowa mówi o tym, że jeśli np. na skrzyżowaniu możemy skręcić w lewo bądź w prawo, to z punktu poruszającego się samochodu – poruszamy się i w lewo i jednocześnie w prawo. Zatem jedziemy w obie te strony jednocześnie! Dopiero obserwator, powiedzmy pieszy stojący na chodniku zobaczywszy samochód może powiedzieć, że ten właśnie samochód jedzie akurat w prawo i w lewo. Co lepsze, w momencie kiedy pieszy zauważa samochód jadący powiedzmy w lewo informuje tym samym kierowcę samochodu: „panie kierowco, jedzie pan w lewo”. Jeśli takiego pieszego nie będzie, ani kierowca ani nikt inny, który nie śledzi samochodu nie będzie wiedział w jaki sposób samochód się porusza, a na każdym skrzyżowaniu poruszał się on będzie jednocześnie w lewo i prawo. Tutaj warto dodać, że jeśli na końcu jakiejś trasy, gdzie znajduje się wiele skrzyżowań jest jakiś cel, to samochód do niego dotrze, lecz nikt nie będzie wiedział jaką trasą.
Podejrzewam, że co bystrzejsi już się połapali, gdzie tkwi sens wielu wszechświatów. I macie rację. Jeśli dany pieszy zaobserwuje, że samochód na jakimś skrzyżowaniu skręcił w lewo, to przecież równie dobrze mógł skręcić w prawo. Z faktu, iż gdyby nie było obserwatora poruszałby się w obie strony jednocześnie powstaje tzw. rozszczepienie przestrzeni na dwie. W tej jednej pieszy widzi jak samochód skręca w lewo, a drugiej jak skręca w prawo. W ten sposób powstały dwie odrębne rzeczywistości, w których każda możliwość jest realizowana z osobna. Zatem ile możliwości – tyle wszechświatów.
Autor dalej nawiązuje do konsekwencji zastosowanej teorii, jak ona ma się do zaistniałych w filmie, czy filmach wydarzeniach. Bardzo fajne, zmyślne i przemyślane – ale! No właśnie… Podaje wiele rzeczy, które można by było podpisać pod tą teorią, nie mniej jednak. Skoro powstały jakieś inny linie czasu, które zostały nadpisane na siebie, to skąd wiadomo w przeszłości o wydarzeniach, które nie miały miejsca, skąd wiadomo o wydarzeniach w przyszłości, które wydarzyły się w przeszłości i faktycznie – okazały się prawdą. Skąd w ogóle takie informacje posiadał Terminator, skoro przybył ze zmienionej linii czasu do poprzedniej? Wytłumaczenie mogłoby przyjść niektórym na myśl. Mianowicie, Terminator przenosi się w przeszłość i ma jakieś informację, sam fakt tego, że się przeniósł już zmienia przecież linię. Dlatego wszystko powinno się zmienić w przyszłości, co w swojej przeszłości miało kontakt z Terminatorem, a jednak tak nie było. Sami dobrze wiemy, że wiele rzeczy powtórzyło się, niezależnie od przybycia czy nie przybycia Terminatora – czyżby dziura w teorii? Nie wiem, bo nie mam teraz czasu i energii przed wolnym dniem przebijać się przez matnię angielskich teorii, ale prostym rozwiązaniem jest tutaj teoria relatywistyczna, która bardziej znana pod nazwą szczególnej teorii względności. Zakłada ona, że czas i przestrzeń są zmienne, a częścią dynamiczną, od której ta zmiana zależy jest prędkość poruszających się w danej przestrzeni obiektów. Tak naprawdę, to przestrzeń zmienia się dla danego obiektu, ale nie zmienia się w ogóle. Pokrótce, jeśli stoją dwie osoby na ulicy i jednak zaczyna biec, powiedzmy 100.000km/h to ulica, w kierunku której biegnie skraca się, natomiast dla drugiej osoby, która stoi w miejscu – ulica nadal pozostanie taka sama. To ciężkie, aby dość namacalnie wyjaśnić o co chodzi, jednak uwierzcie mi, to nie jest takie trudne. Ale do czego to jest potrzebne. Musimy sobie założyć, że podróże w czasie są możliwe (a dlaczego, o tym zaraz). Teraz, jeśli narysujemy sobie na kartce dwie kreski (kto nie zna wykresów Minkowskiego najlepiej jakby sobie to zrobił i robił wszystko, o czym będę dalej mówił, znacznie ułatwi to zrozumienie): jedną poziomą i drugą pionową, to pierwsza z nich wyznacza nasze położenie, a druga czas. Jeśli stoimy w miejscu, to punkt wskazujący naszą przyszłość będzie poruszał się wzdłuż linii pionowej. Jeśli zrobimy krok w prawo, to punkt przeskoczy w prawo na linii poziomej i dalej będzie poruszał się wzdłuż linii pionowej, ponieważ czas dalej płynie. Jeśli zaczniemy biec to będziemy zmieniali swoje położenie w czasie, na linii pionowej będziemy poruszać się w górę, a na poziomej w prawo. W ten sposób powstanie pewna płaszczyzna, która wykreślana jest przez położenie i czas. Krawędź tej płaszczyzny wyznacza maksymalne położenie, gdzie mogliśmy się znaleźć po danym czasie, a obszar pod nią, naszą możliwą przeszłość. Jeśli teraz ustawimy dwie osoby obok siebie i te osoby zaczną biec, to okaże się, że w pewnym momencie ich płaszczyzny wyznaczające przeszłość gdzieś zaczną na siebie nachodzić. To nachodzenie oznacza, że osoby te w tym obszarze czasu i przestrzeni mogą ze sobą wchodzić w interakcję. Zatem przeniesienie się Terminatora nie powoduje zamiany linii czasu na nową, powoduje jej zmianę, ale nadal w obrębie istniejących możliwości. To właśnie łączy się z teorią wielu wszechświatów. Jeśli Terminator przeniósł się w czasie i zmienił linię czasu kogokolwiek, to zmienił ją w taki sposób, że powstał nowy wszechświat, a nie nadpisał starego. Pewnie wielu z Was zastanawia się teraz, czy jest jakaś różnica? Z teoretycznego punktu widzenia, jeśli w danym wydarzeniu, przestrzeń uległa rozszczepieniu, to powstałe w ten sposób przestrzenie pochodne są w zupełności autonomiczne i niezależne, w żaden sposób nie mogą się ze sobą połączyć ani skomunikować. Jednak nadal posiadają informację o stanie rzeczy, jaki był zanim doszło do rozszczepienia. Dlatego uważam, że Terminator przenosił się zawsze w tej samej linii czasu, zmieniał ją i modyfikował ale nigdy nie utracono informacji o stanie rzeczy z 2029 roku, zanim Terminator został w ogóle wysłany. Nawet zanim zestal wysłany powstało co najmniej kilka wszechświatów, bo przecież Kyle wspominał, że udało im się zniszczyć maszynę czasu, więc mogli to zrobić zanim Terminator został wysłany. Potwierdzeniem tego może być jeszcze jedna sprawa. Mianowicie, zastanawiało was (oczywiście poza epicko-filmowymi zagrywkami scenarzystów i reżysera), dlaczego T-1000 został wysłany w przeszłość w momencie, kiedy John miał już 10 lat? Dlaczego nie wysłano go powrotem do 1984? Ha! Ponieważ przestrzenie wyznaczone przez ich położenie i czas już się nie przykrywały, więc nie było możliwości zmiany czegokolwiek.
A teraz ostatnia i główna część. Dlaczego w ogóle możliwe są podróże w czasie. Z ciekawostek powiem Wam tylko, że pewien fizyk kilkadziesiąt lat temu odkrył, że podróże w czasie są możliwe, ale jedynie w przypadku wirowania naszego wszechświata. Żadne obserwację astronomiczne ani laboratoryjne nie potwierdzają, jako nasz wszechświat miałby wirować, więc odrzuca się możliwość podróży w czasie, ale! Znowu ale, jednak przed tym kilka słów wstępu. Wyobraźcie sobie gąbkę, taką zwykła kąpielową. Jeśli położycie na jej obrzeżach małe metalowe kuleczki, to co się stanie? Nic, gąbka lekko się ugnie pod ich ciężarem i to wszystko. A jeśli na środek ułożycie bardzo ciężką żelazną kulę? To zrobi się wielki dół i mniejsze kuleczki zaczną lgnąć w kierunku większej. W ten sposób działa grawitacja! Jeśli mamy duże masy, to zakrzywiają one przestrzeń. Pamiętacie nasze dwie kreski: pionową i poziomą? Jeśli ustawimy wielka masę w okolicy kreski poziomej, czyli tej wyznaczającej położenie, to ta kreska zacznie się wyginać, zacznie się zakrzywiać. Weźcie teraz do ręki kartkę papieru i zacznijcie zaginać ją tak, że razem z kartką wygina się linia pozioma. Co się stanie w  pewnym momencie? Linie się ze sobą zetkną! No właśnie! Zatem dostatecznie duża masa mogła by tak zakrzywić przestrzeń, że w jednym czasie będzie dostęp do dwóch miejsc! Podobnie może stać się z czasem, że w jednym miejscu są dwa czasy!! Zresztą już taki przykład podałem, zastanawiacie się jaki? Pamiętacie wyścig dwóch osób? Jedna stoi, druga biegnie 100.000km/h. Dla jednej droga staje się krótsza, a dla drugiego pozostaje bez zmian. Rozumiecie? Są to jedynie spekulacje, jednak oparte o teorię, która działa, która od ponad 80 lat dostarcza nam najnowszych nowinek technologicznych i ona działa! Dlaczego nie miała by działać tutaj?

Mam nadzieję, że wyczerpałem choć trochę temat i miło się bawiliście. W razie czego czekam na pytania! smile

5 (edytowany przez MAL-FILM 2012-08-14 21:21:11)

Odp: Podróże w czasie

Ja pierniczę ale walnąłeś posta !!!!
Po przeczytaniu zdałem sobie sprawę , że chciałbym poczytać jeszcze więcej Twoich recenzji na ten temat .
Bardzo mnie wciągnął Twój tekst i szkoda , że tak szybko się skończył . Wyczerpująco opisałeś to zjawisko czasu i przestrzeni . Jest pewien naukowiec i fascynata filmami s-f , a mianowicie Michio Kaku , który próbował rozgryźć zagadkę przenoszenia się w czasie i bardzo podobnie przedstawiłeś to zagadnienie . Chodzi mi o zaginanie czasoprzestrzeni .
Bardzo fajna teoria smile , może kiedyś i My będziemy mogli przenosić się w czasie smile


Ale jednak co fizyk to fizyk smile

6

Odp: Podróże w czasie

Dzięki! Bardzo mi schlebia, co napisałeś smile
Jutro wstawię jeszcze trochę inny tekst o podobnej tematyce, który kiedyś znalazł się na jednym z moich plakatów przygotowanych na konferencję. Dotyczył on właśnie zjawisk przenoszenia w czasie, toku przyczynowo-skutkowego, maszyn myślących itd, właśnie patrząc przez pryzmat Terminatora. Mam nadzieję, że i on się spodoba. smile

7

Odp: Podróże w czasie

Ale długiego posta walnąłeś hapol! yikes Nie dam rady tego przeczytać (mogłeś przynajmniej podzielić to na akapity).

Sam w tym temacie się jeszcze nie wypowiadałem i nie wypowiadam. Dlaczego? Bo mam na ten temat jedną opinię - nie wierzę w podróże w czasie. Są one niemożliwe i prawdopodobnie nigdy nie będą wykonalne (a jeśłi nawet, to uważam, że będzie można tylko podróżować w przyszłość - cofanie się to wymysł dla filmów).

THIS WEAPON WILL BE CALLED...
                        THE TERMINATOR

8

Odp: Podróże w czasie

Autor tego artykułu wspomina o teorii Younga i bardzo dobrze. Opisuje on niejako zredukowaną teorię wielu wszechświatów, o której wielu z Was za pewne słyszało lub czytało gdziekolwiek. Dotyczy ona prostej i niezbyt skomplikowanej „fabuły”, jednak piekielnie ciężkiej i często nierozwiązywalnej mechaniki w postaci równań przestrzeni. Żeby się nie wymądrzać, przedstawię problem z punktu widzenia mechaniki kwantowej, teorii relatywistycznej i ogólnej teorii względności ubranej w rękawiczki ze skóry laika.

Mianowicie, mechanika kwantowa mówi o tym, że jeśli np. na skrzyżowaniu możemy skręcić w lewo bądź w prawo, to z punktu poruszającego się samochodu – poruszamy się i w lewo i jednocześnie w prawo. Zatem jedziemy w obie te strony jednocześnie! Dopiero obserwator, powiedzmy pieszy stojący na chodniku zobaczywszy samochód może powiedzieć, że ten właśnie samochód jedzie akurat w prawo i w lewo. Co lepsze, w momencie kiedy pieszy zauważa samochód jadący powiedzmy w lewo informuje tym samym kierowcę samochodu: „panie kierowco, jedzie pan w lewo”. Jeśli takiego pieszego nie będzie, ani kierowca ani nikt inny, który nie śledzi samochodu nie będzie wiedział w jaki sposób samochód się porusza, a na każdym skrzyżowaniu poruszał się on będzie jednocześnie w lewo i prawo. Tutaj warto dodać, że jeśli na końcu jakiejś trasy, gdzie znajduje się wiele skrzyżowań jest jakiś cel, to samochód do niego dotrze, lecz nikt nie będzie wiedział jaką trasą.

Podejrzewam, że co bystrzejsi już się połapali, gdzie tkwi sens wielu wszechświatów. I macie rację. Jeśli dany pieszy zaobserwuje, że samochód na jakimś skrzyżowaniu skręcił w lewo, to przecież równie dobrze mógł skręcić w prawo. Z faktu, iż gdyby nie było obserwatora poruszałby się w obie strony jednocześnie powstaje tzw. rozszczepienie przestrzeni na dwie. W tej jednej pieszy widzi jak samochód skręca w lewo, a drugiej jak skręca w prawo. W ten sposób powstały dwie odrębne rzeczywistości, w których każda możliwość jest realizowana z osobna. Zatem ile możliwości – tyle wszechświatów.

Autor dalej nawiązuje do konsekwencji zastosowanej teorii, jak ona ma się do zaistniałych w filmie, czy filmach wydarzeniach. Bardzo fajne, zmyślne i przemyślane – ale! No właśnie… Podaje wiele rzeczy, które można by było podpisać pod tą teorią, nie mniej jednak. Skoro powstały jakieś inny linie czasu, które zostały nadpisane na siebie, to skąd wiadomo w przeszłości o wydarzeniach, które nie miały miejsca, skąd wiadomo o wydarzeniach w przyszłości, które wydarzyły się w przeszłości i faktycznie – okazały się prawdą. Skąd w ogóle takie informacje posiadał Terminator, skoro przybył ze zmienionej linii czasu do poprzedniej? Wytłumaczenie mogłoby przyjść niektórym na myśl. Mianowicie, Terminator przenosi się w przeszłość i ma jakieś informację, sam fakt tego, że się przeniósł już zmienia przecież linię. Dlatego wszystko powinno się zmienić w przyszłości, co w swojej przeszłości miało kontakt z Terminatorem, a jednak tak nie było. Sami dobrze wiemy, że wiele rzeczy powtórzyło się, niezależnie od przybycia czy nie przybycia Terminatora – czyżby dziura w teorii?

Nie wiem, bo nie mam teraz czasu i energii przed wolnym dniem przebijać się przez matnię angielskich teorii, ale prostym rozwiązaniem jest tutaj teoria relatywistyczna, która bardziej znana pod nazwą szczególnej teorii względności. Zakłada ona, że czas i przestrzeń są zmienne, a częścią dynamiczną, od której ta zmiana zależy jest prędkość poruszających się w danej przestrzeni obiektów. Tak naprawdę, to przestrzeń zmienia się dla danego obiektu, ale nie zmienia się w ogóle. Pokrótce, jeśli stoją dwie osoby na ulicy i jednak zaczyna biec, powiedzmy 100.000km/h to ulica, w kierunku której biegnie skraca się, natomiast dla drugiej osoby, która stoi w miejscu – ulica nadal pozostanie taka sama. To ciężkie, aby dość namacalnie wyjaśnić o co chodzi, jednak uwierzcie mi, to nie jest takie trudne. Ale do czego to jest potrzebne. Musimy sobie założyć, że podróże w czasie są możliwe (a dlaczego, o tym zaraz). Teraz, jeśli narysujemy sobie na kartce dwie kreski (kto nie zna wykresów Minkowskiego najlepiej jakby sobie to zrobił i robił wszystko, o czym będę dalej mówił, znacznie ułatwi to zrozumienie): jedną poziomą i drugą pionową, to pierwsza z nich wyznacza nasze położenie, a druga czas. Jeśli stoimy w miejscu, to punkt wskazujący naszą przyszłość będzie poruszał się wzdłuż linii pionowej. Jeśli zrobimy krok w prawo, to punkt przeskoczy w prawo na linii poziomej i dalej będzie poruszał się wzdłuż linii pionowej, ponieważ czas dalej płynie. Jeśli zaczniemy biec to będziemy zmieniali swoje położenie w czasie, na linii pionowej będziemy poruszać się w górę, a na poziomej w prawo. W ten sposób powstanie pewna płaszczyzna, która wykreślana jest przez położenie i czas. Krawędź tej płaszczyzny wyznacza maksymalne położenie, gdzie mogliśmy się znaleźć po danym czasie, a obszar pod nią, naszą możliwą przeszłość. Jeśli teraz ustawimy dwie osoby obok siebie i te osoby zaczną biec, to okaże się, że w pewnym momencie ich płaszczyzny wyznaczające przeszłość gdzieś zaczną na siebie nachodzić. To nachodzenie oznacza, że osoby te w tym obszarze czasu i przestrzeni mogą ze sobą wchodzić w interakcję. Zatem przeniesienie się Terminatora nie powoduje zamiany linii czasu na nową, powoduje jej zmianę, ale nadal w obrębie istniejących możliwości. To właśnie łączy się z teorią wielu wszechświatów. Jeśli Terminator przeniósł się w czasie i zmienił linię czasu kogokolwiek, to zmienił ją w taki sposób, że powstał nowy wszechświat, a nie nadpisał starego. Pewnie wielu z Was zastanawia się teraz, czy jest jakaś różnica? Z teoretycznego punktu widzenia, jeśli w danym wydarzeniu, przestrzeń uległa rozszczepieniu, to powstałe w ten sposób przestrzenie pochodne są w zupełności autonomiczne i niezależne, w żaden sposób nie mogą się ze sobą połączyć ani skomunikować. Jednak nadal posiadają informację o stanie rzeczy, jaki był zanim doszło do rozszczepienia. Dlatego uważam, że Terminator przenosił się zawsze w tej samej linii czasu, zmieniał ją i modyfikował ale nigdy nie utracono informacji o stanie rzeczy z 2029 roku, zanim Terminator został w ogóle wysłany. Nawet zanim zestal wysłany powstało co najmniej kilka wszechświatów, bo przecież Kyle wspominał, że udało im się zniszczyć maszynę czasu, więc mogli to zrobić zanim Terminator został wysłany. Potwierdzeniem tego może być jeszcze jedna sprawa. Mianowicie, zastanawiało was (oczywiście poza epicko-filmowymi zagrywkami scenarzystów i reżysera), dlaczego T-1000 został wysłany w przeszłość w momencie, kiedy John miał już 10 lat? Dlaczego nie wysłano go powrotem do 1984? Ha! Ponieważ przestrzenie wyznaczone przez ich położenie i czas już się nie przykrywały, więc nie było możliwości zmiany czegokolwiek.

A teraz ostatnia i główna część. Dlaczego w ogóle możliwe są podróże w czasie. Z ciekawostek powiem Wam tylko, że pewien fizyk kilkadziesiąt lat temu odkrył, że podróże w czasie są możliwe, ale jedynie w przypadku wirowania naszego wszechświata. Żadne obserwację astronomiczne ani laboratoryjne nie potwierdzają, jako nasz wszechświat miałby wirować, więc odrzuca się możliwość podróży w czasie, ale! Znowu ale, jednak przed tym kilka słów wstępu. Wyobraźcie sobie gąbkę, taką zwykła kąpielową. Jeśli położycie na jej obrzeżach małe metalowe kuleczki, to co się stanie? Nic, gąbka lekko się ugnie pod ich ciężarem i to wszystko. A jeśli na środek ułożycie bardzo ciężką żelazną kulę? To zrobi się wielki dół i mniejsze kuleczki zaczną lgnąć w kierunku większej. W ten sposób działa grawitacja! Jeśli mamy duże masy, to zakrzywiają one przestrzeń. Pamiętacie nasze dwie kreski: pionową i poziomą? Jeśli ustawimy wielka masę w okolicy kreski poziomej, czyli tej wyznaczającej położenie, to ta kreska zacznie się wyginać, zacznie się zakrzywiać. Weźcie teraz do ręki kartkę papieru i zacznijcie zaginać ją tak, że razem z kartką wygina się linia pozioma. Co się stanie w  pewnym momencie? Linie się ze sobą zetkną! No właśnie! Zatem dostatecznie duża masa mogła by tak zakrzywić przestrzeń, że w jednym czasie będzie dostęp do dwóch miejsc! Podobnie może stać się z czasem, że w jednym miejscu są dwa czasy!! Zresztą już taki przykład podałem, zastanawiacie się jaki? Pamiętacie wyścig dwóch osób? Jedna stoi, druga biegnie 100.000km/h. Dla jednej droga staje się krótsza, a dla drugiego pozostaje bez zmian. Rozumiecie? Są to jedynie spekulacje, jednak oparte o teorię, która działa, która od ponad 80 lat dostarcza nam najnowszych nowinek technologicznych i ona działa! Dlaczego nie miała by działać tutaj?

trochę podzieliłem post, aby każdy widział mniej więcej osobne myśli.
Mam nadzieję, że trochę pomogłem Juby wink

9

Odp: Podróże w czasie

A co do Twojego zdania o możliwościach podróży w czasie. Napisałem, że jest to możliwe z teoretycznego punktu widzenia smile Przede wszystkim wirowanie wszechświata jest niezauważalne, stąd teoria powstała niegdyś nie ma prawa być słuszna. A wielkie masy, o których wspomniałem musiały by być znacznie cięższe niż znane nam dzisiaj czarne dziury. Zatem powstanie takiego obiektu zmieniło by nie tylko lokalnie przestrzeń, ale prawdopodobnie globalnie, ponieważ górna granica prędkości (prędkość światła równa ok. 300.000km/s) nie pozwala na to, aby przestrzeń i czas skracały się w nieskończoność, co jednak oznacza, że jeśli coś poruszało by się tak szybko mogłoby mieć nieskończoną masę, a zatem przestrzeń by się zapadła, bo to oznacza nieskończony promień krzywizny przestrzeni. Prostszym językiem - jeśli pojawił by się taki obiekt, o tak dużej masie to zagiął on by przestrzeń jak opisywałem wcześniej, ale w taki sposób, że w pewnym momencie z linii prostej zrobił by się okrąg, a dalej okrąg zmniejszał by się do punktu, co w konsekwencji oznacza, że przestrzeń była by punktowa. W takim przypadku wszystkie wydarzenia w czasie i miejscu działy by się zawsze i wszędzie! Co jest oczywistą logiczną i matematyczną (z uwzględnieniem fizyki i filozofii) sprzecznością!

Dlatego też ciężko mi uwierzyć, że podróże w czasie są możliwe. Tutaj dochodzi jeszcze teleportacja kwantowa, która może być bardziej prawdopodobna. Zatem jeśli kogoś to interesuje, to oczywiście mogę tutaj dość prosto to wyjaśnić.

Co do samych konsekwencji podróży w czasie, to uważam, że nawet jeśli były by jakieś możliwości, to teoria wielu wszechświatów, z której korzystałem - dla mnie osobiście nie ma żadnego sensu. Nic mi nie daje to, że powstaje wszechświat zupełnie osobny, z którym nie mogę się skontaktować. W żaden sposób nie wpływa to na to co dzieje się w moim wszechświecie, a co lepsze - jego istnienia nie da się udowodnić i w żaden sposób sprawdzić, czy on w ogóle powstał. Dla mnie w naszej rzeczywistości realizują się rzeczy, które z punktu widzenia mechaniki kwantowej obarczone są prawdopodobieństwem zajścia. Tak jak samochód, który mógł jechać w lewo albo w prawo, mógł mieć np. 70% szans na jazdę w lewo, a 30% w prawo i to właśnie dlatego pieszy zaobserwował, że samochód jedzie w lewo. Bo to zjawisko było bardziej prawdopodobne. Ale jednak miał prawo jechać w prawo, co mogło się zdarzyć, ponieważ nie było niemożliwe, a jedynie nieprawdopodobne czy też mało prawdopodobne. Dlatego nasz wszechświat jest po prostu wynikiem losowych decyzji, które dzieją się zależnie od siebie (każde zjawisko, rzecz, czyn jaki wykonamy) jest swoistym obserwatorem, który informuje wszystko dookoła jak ma się dziać. To tak jak by ktoś stanął za Wami i pokazywał różne znaki. Kiedy nie patrzycie znaków, jakie może pokazać jest niemal nieskończona liczba, ale kiedy na niego spojrzycie - wiecie już, jaki znak pokazał. Tak właśnie uważam, że działa nasz wszechświat. A co się dzieje z innymi obserwatorami? Mimo to, że patrzą na to samo zjawisko mogą mieć rożne prawdopodobieństwa zaobserwowania pewnego zjawiska, ale pewny jest to, że jak jeden obserwator zauważy pewne zjawisko - to drugi choćby była na to szansa 0,0001% - zobaczy dokładnie do samo zjawisko, choć z punktu widzenia logiki praktycznie nie powinno mieć miejsca. Dlatego świat widziany jest zawsze tak samo przez wszystkich.

Podsumowując już drugi dość długi post, dla nie podróże w czasie są możliwe, ale przy zajściu zjawisk niemal niemożliwych. Mechanika kwantowa może tłumaczyć, co i jak, ale z punktu widzenia ludzi i tak obserwujemy to, co obserwujemy i to bez znaczenia na wytłumaczenie tego dlaczego tak się dzieje i jaki mechanizm tym kieruje. Jestem Fizykiem doświadczalnikiem, jeśli jest teoria, która działa (czyli zgadza się z doświadczeniem) w porządku, przyjmuję ją. Jeśli nie można jej zweryfikować - wstawiam to pomiędzy bajki... No może nie bajki, ale i tak mam duży dystans to tego i raczej stosuję to do filozoficzno-fizycznych zabaw - tak jak teraz właśnie.

10 (edytowany przez MAL-FILM 2012-08-15 10:58:00)

Odp: Podróże w czasie

Ja też nie wierzę w podróże w czasie , choć z naukowego podejścia do tematu , teoretycznie jest to bardzo możliwe !
Obejrzałem dużo programów naukowych o zaginaniach , rozciąganiach , a nawet rozrywaniach czasoprzestrzeni , przez które można się prześlizgnąć do innych wymiarów lub też nawet w czasie .
Najbardziej zainteresował mnie niejaki Michio Kaku . Jest on miłośnikiem fantastyki , fizykiem , naukowcem , wykładowcą na uczelniach , teoretykiem , interesuje się także cybernetyką , futurolog i autor wielu  książek .
Więc Michio Kaku przedstawił teorię podróży w czasie w taki sposób , że naprawdę mając odpowiednie narzędzia i trochę szczęścia , jest MOŻLIWE przenoszenie się w czasie . Ale teoria nie pokrywa się z praktyką , więc i tak w rzeczywistości nikt nie posiądzie tej umiejętności .

11

Odp: Podróże w czasie

Hmm... w sumie - nie słyszałem o nim zatem zobaczę, co tam ma do zaoferowania. Ale jeśli jest fizykiem z wykształcenia, to zwykle trochę boję się czytać książki takich ludzi, bo oni mają już wyrobione zdanie w oparciu o swoje doświadczenie, o swoje przemyślenia i praktykę. Może zakorzenić we mnie swoje pomysły, które mogą lekko odbiegać od moich, a nie chciałbym burzyć sobie swojego światopoglądu, albo znaleźć w mojej teorii jakieś dziury tongue

Ale zobaczę, co tam pisze. A jeśli chodzi o cybernetykę, to w sumie moje zapały na uczelni również szły w tym kierunku, artykuł, który zaraz tutaj wkleję miał być wprowadzeniem do komputerów kwantowych itd (to o czym już pisałem),a  następnym krokiem miała być konfrontacja maszyn z ludźmi. Ale to najpierw wstawię tamten artykuł, pogadamy w razie czego i zobaczymy, co dalej smile

12 (edytowany przez MAL-FILM 2012-08-15 11:31:29)

Odp: Podróże w czasie

A teraz przedstawię Wam program , który prowadzi właśnie Michio Kaku pod tytułem "Wehikuł czasu" .

http://www.youtube.com/watch?v=Y2h6zkvR1R4                             - część 1
http://www.youtube.com/watch?v=7KBG4YrY … ure=relmfu      - część 2
http://www.youtube.com/watch?v=OnkKnZM9 … ure=relmfu    - część 3

13

Odp: Podróże w czasie

Terminator - historia prawdziwa

Wstęp:
„The Terminator” – kultowy film reżyserii Jamesa Camerona z roku 1984 ukazuje, jak wiele filmów wtedy, czasy postapokaliptycznej Ziemi. Ukazuje je dość subtelnie, bo za pomocą żołnierza – Kylea Reesa, który przybył nie skądinąd jak tylko z przyszłości, a dokładnie z 2024 roku, gdzie ruch oporu utworzony za pośrednictwem Johna Connora walczy i wygrywa z maszynami, które doprowadziły to zaistniałego stanu rzeczy. Po co przybywa w przeszłość? Jak by inaczej – by ochronić to, co jest ostatnią nadzieją ludzkości, a raczej matkę tej nadziei – Sarah Connor. W 1991 roku pchnięty w otchłań czeluści historii maszyny z przyszłości Cameron, za sprawą jednego z najbardziej rozpoznawalnych tekstów w historii kina: I’ll be back, wypowiedziane z ust morderczej maszyny (w tej roli niezapomniany Arnold Schwarzenegger), wydaje drugą odsłonę tej wspanialej opowieści. Filmy okazały się sukcesem i doczekały się kolejnych sequali. Jednak jako fizyk, nie mogłem spocząć jedynie na okazałej historii i doniosłości wydarzeń, jakie rozgrywały się przecież w czasach, kiedy dorastałem! Zatem zawziąłem się i w ostateczności swoich umiejętności, poglądów i ograniczonej wiedzy przemyślałem sobie kilka spraw. Uzbrojony we własne poglądy postanawiam zaprezentować kilka dość ambitnych spekulacji i teoryjek rodem z przyszłości, oczywiście nie pomijając zagadnienia przyczynowości, komputerów kwantowych, teleportacji, nauki i ludzkiego umysłu. Chciałbym również zaznaczyć, że wiele z elementów i teorii, jakie przedstawiam na niniejszym posterze, bardziej odzwierciedla moje nie do końca poparte wiedzą przemyślenia, mogące często odbiegać od faktycznego stanu rzeczy i obecnej wiedzy na te tematy. Można to porównać do różnych rzeczy, które powyciągałem z różnych „szuflad gałęzi fizycznych” i wpakowałem je w coś, co mógłbym nazwać „wierzenia”, że tak właśnie jest i tak rysuje się wszechświat wokół mnie. Dlatego proszę bardziej zwrócić uwagę na same aspekty, których tutaj dotykam, a sam film (proszę o wybaczenie wszystkich fanów serii, do których sam należę!) proszę jedynie potraktować jak „najrozsądniejsze” pole manewru, które podaje większość z tematów do dyskusji na talerzu.

Różne światy, różne idee:
Pierwsze pytania, jakie sobie zadałem brzmiały: Jak postrzegam świat teraz? Jakie miejsce zajmuje w nim matematyka, idee, a jak ma się do tego obrazy, jakie widzę codziennie. Kiedy o tym myślę przypomina mi się platoński obraz świata, który uważał, że ten świat zbudowany jest na trzech bytach: świat idei, świat matematyki i świat fizyczny. Te trzy światy przeplatają się ze sobą, tworząc świat takim, jakim on jest. Podzielam to zdanie, a nawet pójdę o krok dalej! Dla mnie świat fizyczny czerpie ze olbrzymiego świata idei, co odpowiada modelowaniu w fizyce. Aby jednak z danego modelu otrzymać pewne rozwiązanie, korzysta również ze świata matematycznego, tutaj uwypukla się fakt, że w fizyce dopuszczamy jedynie ograniczoną ilość rozwiązań, mówi się przecież, że dopuszczamy tylko „fizyczne rozwiązania”. A jakie są te fizyczne rozwiązania? W moim mniemaniu właśnie takie, jakie obserwujemy, jakie realizują się w świecie materialnym. Powstaje natomiast pytanie, czy świat rzeczywisty nie jest czasem przypadkiem odbiciem świata fizycznego? Zapewne, kiedy będziemy mogli opisać wszystko, dla dowolnej współrzędnej przestrzennej i czasowej i dla każdych warunków początkowych, wtedy uznam, że faktycznie uzyskaliśmy równość pomiędzy tymi światami, jednak dopóki się to nie stanie – uważam, że świat fizyczny jest pewnym podzbiorem i to bardzo dużym tego świata rzeczywistego.

Świadomość i komputery kwantowe:
Cofnijmy się nieco wstecz. Załóżmy, że mamy 24 sierpnia 1997 roku. Skynet uzyskuje „samoświadomość” i w ciągu najbliższych pięciu dni podejmuje decyzję o zniszczeniu rasy ludzkiej. W przeciągu kilku minut ginie 3 miliardy ludzi za sprawą broni masowego rażenia. Jednak, czym jest ta „samoświadomość”? Skupię się teraz nieco na innym zagadnieniu – maszyn Turinga. Wg Turinga maszyna, której po serii pytań nie można odróżnić od ludzkiej istoty zdała test Turinga, co oznacza, że jest „wystarczająco świadoma” żeby „rozumieć” bodźce, jakie do niej docierają. Zatem maszyna Turinga może w pewnym sensie, imitować sztuczną inteligencję (AI). Skoro tak, to czy Skynet jest taką AI? Wydaje mi się, że nie. Jedyne, co zrobił Skynet to wykonał procesy algorytmiczne, mające na celu wykonanie powierzonego mu zadania, czyli ochrona ludzi, jedyne, co, to uznanie za największe niebezpieczeństwo dla ludzi… Właśnie ludzi, ale może być to również błąd algorytmu, nie wpisanie przez programistów pewnych warunkowych komend, których kompilator nie miał za zadanie zgłaszania jako błąd. A uzyskanie „samoświadomości”? Algorytm, aby wykonać zadanie potrzebuje danych wejściowych, struktury wewnętrznej, co ma z tymi danymi wykonać oraz może posiadać pewne stałe, do których dostęp ma poprzez bazy danych. Uzyskanie samoświadomości przez Skynet było niczym innym, jak dostęp do wszystkich baz danych na świecie. Tak naprawdę nie wykonywał on nic innego, jak próba doprowadzenia algorytmu do końca (może okazać się nawet, że Skynet jest wadliwą maszyną Turinga i nigdy nie doprowadzi tego do końca), dlatego uważam, że nie podejmuje on świadomych decyzji.

W tym temacie chciałbym poruszyć jeszcze problem komputerów kwantowych. Nie chciałbym stawiać tez czy faktycznie jesteśmy w stanie go zbudować, ale załóżmy, że taki komputer istnieje! Stawiam sobie pytanie: Czy taki komputer kwantowy może odwzorować ludzi umysł? W końcu terminatory same musiały poradzić sobie „w groźnym, wielkim świecie”. Jeśli komputer kwantowy działa na stanach, czyli wektorach funkcji falowej w przestrzeni Hilberta, to przy skończonej liczbie cząstek istnieje skończona liczba możliwych stanów, zatem taki komputer jest z góry ograniczony. Podobne wrażenie odbieramy z naszym umysłem, nie jesteśmy w stanie wszystkiego się nauczyć i mieć nieskończenie wiele miejsca na przechowywanie wiedzy w naszej pamięci, więc analogia do komputera kwantowego jest całkiem sensowna. Załóżmy dla celów roboczych, że mamy jednak do czynienia z nieskończoną przestrzenią Hilberta, jak zwykle się mówi, oraz nie znamy granicy ludzkiego umysłu, co w pewnym sensie tez jest prawdą. Więc terminator był czymś więcej niż człowiek w sensie umysłu? Na mocy twierdzenia o odpowiedniości wzajemnej liczba kardynalna pewnego nieskończonego zbioru K jest taka sama jak pewnego nieskończonego zbioru U, o ile zbiór U jest podzbiorem właściwym zbioru K. Na prostszy język: jeśli z nieskończenie wielu liczb zabiorę, powiedzmy zero to ilość elementów w tym zbiorze liczb się nie zmieni. Na mocy tego, nie da odróżnić się komputera kwantowego od ludzkiego umysłu, ponieważ nie wiadomo gdzie znajduje się świadomość. Ale czy terminator był czymś więcej?! To pytanie trzeba postawić trochę inaczej: Czy „świadomość” komputera kwantowego, jakim może być terminator jest większa niż świadomość ludzkiej osoby? Czy to człowiek jest „podzbiorem” komputerów kwantowych? Wydaje się, że sprawa jest nierozstrzygalna, jednak wg mnie sprawa jest dość oczywista. Jeśli istnieje zbiór R, który jest zbiorem wszystkich zbiorów, to czy R jest swoim własnym podzbiorem? Jeśli tak, to jest swoim własnym elementem, czyli jest swoim dopełnieniem, czyli nie należy do R, a jeśli nie to nie jest swoim dopełnieniem, czyli musi należeć do R, co jest oczywistą sprzecznością (tzw. Paradoks Russella). Wniosek z tego taki, że nie ma zbiorów wszystkich zbiorów. Jeśli przełożę to teraz na postawione wcześniej pytanie dojdę do wniosku, że zbiór komputerów kwantowych i ludzkich umysłów może mieć część wspólną, ale jeden w drugim nie będzie zabierał się w całości. Gdyby było inaczej należałoby odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd zmierzamy? Czy komputery kwantowe uzyskają „świadomość” i będą tacy jak ludzie? Czy może to ludzie dążą do zatracenia pewnych uczuć na rzecz zwiększenia swojej wydajności? Jako osoba wierząca nie mogę na to przystać. Chylę się ku poglądowi, że świadomość też jest pewnym programem, algorytmem, który chce dokończyć powierzone mu zadanie, a wiara jest pewnym błędem, albo bardziej odcięciem liczbowym (mało istotny ogon, który odcina program komputerowy, kiedy uzyskuje liczbę niewymierną), które mimo wszystko hula gdzieś po głowie. U jednych algorytm jest lepiej napisany, u innych gorzej. A gdzie Bóg w takim razie? Bóg jest programistą…

Nauka i ewolucja:
Chciałbym jeszcze raz wspomnieć o maszynach Turinga. Mianowicie, poprzednio nie podałem dokładnej definicji, bardziej skupiając się na odróżnieniu maszyny od człowieka. Teraz połączę to z faktem, że maszyna Turinga musi być idealna, co znaczy, że może liczyć nieskończenie długo bez błędów i ma dostęp do nieograniczonej pamięci, nigdy się nie zapętlając. Jednak zgodnie z argumentem Cantora, nie istnieje algorytm sprawdzający czy dana maszyna jest wadliwa czy nie. Załóżmy jednak, że terminatory są maszynami Turinga i nie są wadliwe, zatem wszystkie polecenia wykonają w skończonym czasie. Jest to dość subtelne, jednak parząc na terminatora, który wchodzi w interakcję z otoczeniem nie mam powodów twierdzić inaczej. Teraz poruszę kwestię tego, czy terminator mógł się uczyć? Omijam Skynet (do którego powrócę niebawem), który ma dostęp do wszystkich baz danych, zatem wie tyle samo, co ludzie do czasów „Dnia Sądu”. Wysłany w przeszłość terminator w pierwszej części nie za dużo się nauczył, jednak inaczej to wyglądało w drugiej części. W wersji reżyserskiej jest nawet scena, kiedy John musi przełączyć terminatora w „tryb nauki”, aby ten mógł się uczyć. Zatem czy nauka jest możliwa? Wydaje mi się bardziej rozsądne zadać wpierw pytanie o definicję nauki. Bo jeśli jest to przyswajanie wiedzy i powielanie schematów to terminator był w tym idealny. Uważam też, że dobrze napisany algorytm, który nastawiony jest na „naukę” sprawdziłby się. Zapewne miałoby to sprowadzać się do zapisywania informacji w celu ich późniejszej eksploatacji. Jednak James Cameron poszedł o krok dalej, terminator faktycznie nauczył się czegoś sam, mianowicie szacunku do ludzkiego życia. Mimo hollywoodzkiego charakteru tej sceny i późniejszego wyznania terminatora: Teraz wiem, dlaczego płaczecie, ale ja się tego nigdy nie nauczę, terminator zyskał coś, czego brakuje niektórym ludziom. Nabrał poczucia, że ludzkie życie jest czymś wyjątkowym, z resztą to on sam zaproponował, aby zniszczyć siedzibę Cyberdyne Systems, która była matką przyszłego Skynetu. Z całą pewnością nie był to jego główny cel, ani tym bardziej żaden poboczny, przestawienie w „tryb nauki” spowodowało u niego wystąpienie… Uczuć? Boję się tego określenia, ale tak to właśnie wygląda. Smaczku dostaje scena, w której terminator uściska dłoń Sarahy Connor na dowód uznania w czasie walki. Tego nie nauczył się od Johna, nabył to jednak samodzielnie, czy też samodzielnie to „poczuł”. Stawiam tu wyraźne cudzysłowie, ponieważ chciałbym odpowiedzieć, czy maszyny Turinga naprawdę będą mogły się uczyć, a z tej nauki wyciągać wnioski i budować swój własny światopogląd, wyrabiać sobie opinię na pewne tematy, tak jak ja robię to teraz. Obawiam się, że jest to dość prawdopodobne. Postulowałem, że błąd numeryczny jest odpowiedzialny za wiarę, może być równie dobrze odpowiedzialny za wolną wolę czy świadomość samą w sobie. Błąd taki może być dowolnie duży i długi, zatem mogłoby mieścić się tam jądro odpowiedzialne za tego typu sprawy. Jest to nawet zgodne z twierdzeniem Turinga na temat identyczności maszyn. Jeśli dwie maszyny A i B mają taki sam hardware są nierozróżnialne! Jeśli taki błąd miał by pełnić postulowaną przeze mnie rolę – maszyny miały by świadomość, ale nie indywidualność zgodnie z twierdzeniem. Lecz i tutaj, mam swoje zdanie na ten temat. Wszystko, co obecnie robimy, chcąc stworzyć AI nie sprowadza się do skopiowania ludzkiego umysłu, było by to znacznie bardziej niepożądane, własna świadomość i indywidualność doprowadziłoby to nieprzewidywalności w działaniu, a zatem do znacznie większego niebezpieczeństwa. Dlatego chylę się ku twierdzeniu, że stworzenie AI ma być krokiem w przód, nie ma udawać człowieka, ma go zastąpić. Pozostaje jeszcze sprawa Skynetu, jako samoświadomej maszyny(?) żyjącej w przestrzeni wirtualnej. Samoświadomość została już wyjaśniona, zatem czytelnik zna moje zdanie na ten temat. Podłączenie Skynetu do wszystkich komputerów na Ziemi daje mu dostęp do całej wiedzy ludzkości, nawet tej, która jest utajniona czy nawet, której jeszcze nie opublikowano. A mimo to, sam Skynet się rozwija. Najwyraźniejszym tego dowodem jest tworzenie nowych modeli terminatorów. W pierwszej części mieliśmy możliwość zobaczenia modelu T-800, potem T-1000, TX i ostatecznie połączenie człowieka i maszyny. Jednak do sprawy Marcusa jeszcze wrócę. Można by to było nazwać wręcz ewolucją! Zmieniał się również sposób działania Skynetu, niczym dobór naturalny odrzucał to, co było nieprzydatne, a na to miejsce stawiał nowe „wynalazki”. Ale przecież Skynet wykonuje jedynie pewien algorytm, zatem, co jest z tą ewolucją? To proste – ewolucja nie była wpisana w komendy Skynetu, ale za pewne programiści uzupełnili algorytm o właśnie element nauki na wypadek ochrony przed nowymi wirusami, które przecież są coraz to doskonalsze. Jeśli ludzie byli zagrożeniem, co raz to zmieniającym się i Skynet udoskonalał swoje sposoby. System obrony dopasowywał się do swojego przeciwnika. Zatem nie ma tu żadnego paradoksu.

Przyczynowość i teleportacja:
W tym miejscu chciałbym poruszyć najważniejsze zagadnienie, z jakim można spotkać się w fizyce – zagadnienie przyczynowości. Jest intuicyjnie oczywiste, że niektóre zdarzenia muszą poprzedzać kolejne, jest to wyraźny podział na akcję i reakcję. Nie chcę tutaj przytaczać aspektów związanych z III zasadą dynamiki, ponieważ dwa ciała oddziałują na siebie i nie wiadomo w takiej konfiguracji, co zaczęło przyciągać pierwsze. Natomiast, jeśli kogoś popchnę dostatecznie mocno ten może wylądować na ziemi. Nabite siniaki są właśnie wynikiem upadku. Oczywiście te same rzeczy mogą być wynikiem różnych zdarzeń, jednak muszą one zajść przed skutkami! Historia, jaką przedstawia Cameron w dwóch Terminatorach jest fenomenalnie obmyślona, ale wydawać by się mogło, że nie spójna z zasadą przyczynowości. Już spieszę wyjaśnić, co mam na myśli. W momencie, kiedy Reese przybywa do roku 1984 ma za zadanie obronić Connor przed morderczą maszyną. Jednak nie wie on, że okaże się ojcem Johna Connora, tym, który w roku 2024 wysłał go do przeszłości. Co więcej sam terminator przybywając dał podwaliny do nowoczesnego modelu procesora, który dał początek systemowi Obrony Narodowej USA, który nazywa się nie inaczej, jak Skynet! Jest to oczywista pętla czasoprzestrzenna, wydarzenia, które powinny być wynikiem stały się przyczyną zaistnienia Skynetu i przywódcy Ruchu Oporu, co było z kolei przyczyną wysłania terminatora i Reese’a w przeszłość, ale te wydarzenia przecież dały początek, czyli skutek jest tym samym, co przyczyna – sprzeczność! Dlatego Cameron odsłania wszystkie karty, w drugiej części postanawia zatrzymać badania nad nowym typem procesora i powstrzymać powstanie Skynetu, co nie dałoby możliwości wysłania terminatora w przeszłość, ale również Reese nie musiałby się przenosić! Ale przecież John już się urodził, zatem był by skutek bez przyczyny – fizyka musi to odrzucić! Jednak przez kolejne 12 lat nikt się tym zbytnio nie przejmował, dopiero Mostow odkopał na nowo historię terminatora i oznajmił, że pewne sprawy są nieuniknione. Zniszczenie pracy Daisona w 1994 roku jedynie opóźniło dzień sądu, który okazuje się nieunikniony. Zatem istnieje szansa, że John Connor wyśle Reese’a w przeszłość, aby ten ochronił jego matkę przed terminatorem. Dobrze, jednak trzeba ten paradoks wyjaśnić! W pierwszej kolejności należy zadać sobie pytanie o teorię wszechświata, czy Reese i terminator przeniósł się do tego samego roku 1984, który był przed rokiem 2024, z którego przybyli? Analizując to zagadnienie należy odpowiedzieć sobie wpierw, czy podróże w czasie są możliwe? Za czasów Newtona czasoprzestrzeń była przedstawiana jako układ płaszczyzn Euklidesa oddzielone od siebie interwalami czasowymi. Ówcześni uczeni nie znali przestrzeni zakrzywionych, co podaje nam jednak ogólna teoria względności. W nieobecności pola grawitacyjnego linie czasowe układów inercjalnych są liniami prostymi, natomiast, kiedy „włączymy” grawitację linie te wyraźnie się zakrzywiają, a co ważniejsze – zakrzywiona zostaje również przestrzeń. Wydaje mi się, że dostatecznie duża grawitacja mogłaby zakrzywić tak przestrzeń, że płaszczyzny geometrii nieeuklidesowej będą miały zbiór punktów wspólnych, co oznacza nic innego jak teleportację! Nie jest to sprzeczne z geometria Minkowskiego, która zakłada istnienie stożków świetlnych wyznaczające bezwzględną przyszłość i przeszłość. Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia, co z tym swoistym „tunelem czasoprzestrzennym”? Dlaczego my, w naszych czasach nie obserwujemy czegoś w tym rodzaju? Rysunek, jaki zamieszczam na końcu tego rozdziału trochę może rozjaśnić sprawę. W kolejnych chwilach materia zgromadzona w przestrzeni nie jest skondensowana, zatem siła grawitacji jest niewielka, z czasem jednak, masa kondensuje się i powstaje, powiedzmy jakaś gwiazda, przestrzeń dopiero wtedy się zakrzywia. Poza tym, zgodnie ze wzorem E=mc2, dostatecznie duża energia wywoła podobne efekty, jak siła grawitacji związana z ogromną masą! W porządku, załóżmy, że maszynom udało się stworzyć tunel czasoprzestrzenny, zatem Reese i terminator przenieśli się do tych „samych” czasów, co ich historia przed 2024 rokiem? Moim zdaniem: tak! Przede wszystkim, dlatego, że w kolejnych częściach mieliśmy do czynienia zawsze z tą samą historią! Nie przenieśli się w czasie i okazało się, że np. John strzelił sobie w głowę (patrz: Terminator 3: Rise of the Machines, scena, w której John wyciąga pistolet, mierzy do siebie i mówi do terminatora, że nie chce swojego przeznaczenia, terminator odpowiada, że wyliczył 84% szans, że nie pociągnie za spust, więc zgodnie z teorią wszechświatów równoległych, istniałby taki, gdzie za spust pociągnął!). Poza tym, przybywające terminatory wiedziały o tym, co zostało zmienione w przeszłości. Zatem moja wizja wszechświata rysuje się następująco: jest jeden wszechświat o geometrii nieeuklidesowej, wraz z upływem czasu coraz bardziej prawdopodobne robi się, że linie wyznaczające czterowymiarową przestrzeń przetną się doprowadzając do tego, że przestrzeń stanie się euklidesowa (płaska), ale za razem jednowymiarowa! Wygląda to na dość pesymistyczny scenariusz, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, że takie dążenie trwało dostatecznie długo, co oznaczałoby, że kąt pomiędzy osiami zmniejszałby się bardzo wolno. Osie musiałyby się w końcu od siebie zacząć oddalać, co mogłoby dawać „nowy początek”, a czy byłby on tak samo „gwałtowny” jak ten z Wielkiego Wybuchu? Jest na to wielka szansa, ponieważ nie mam pewności, że nasz Wielki Wybuch był pierwszym… A co z paradoksem ojca i syna? Wydawać by się mogło, że w fizyce rozwiązywano już kilka tego typu paradoksów. Zasada przyczynowości nie może zostać tutaj złamana i moje wyjaśnienie jest trochę chałupnicze. Mianowicie, Sarah żyje sobie w błogiej nieświadomości, pojawia się Reese, który jest z przyszłości i zostaje ojcem Johna. Terminator zostaje zniszczony i daje początek Skynetowi. Kiedy przybywa drugi terminator i dokonuje się zniszczenie Skynetu to jednak John żyje, zatem skutki przeniesienia się w czasie nie są do końca zniwelowane. Skunet powstaje, ponieważ przyszłość tak naprawdę nigdy nie została zmieniona, ani przeszłość, moja teoria zakłada zapisanie historii, zatem przecięcie się linii czasowych miało się zdarzyć. Zasada przyczynowości jest silniejsza i to ona pośrednio spowodowała, że Skynet odbudowano! Ostatnia rzecz, o jakiej chcę napisać to zadanie pytania: skąd Skynet wiedział o niepowodzeniach misji terminatorów? Wydaje mi się, że w momencie uzyskania dostępu do komputerów, wiedział już o dziejach minionych, a takie wydarzenia z pewnością nie umknęły prasie, etc. Dla Skunetu była to po prostu bezwzględna przeszłość, dlatego nie mogła zostać zmieniona, stąd też wiedział o niepowodzeniach terminatorów.

Podsumowanie i absurdy:
Na koniec chciałbym w kilku słowach streścić, jak zbudowany jest mój światopogląd. Otóż, wszechświat jest tylko jeden o zadziwiającej metryce i nieeuklidesowskiej topologii przestrzeni. Wielkie siły, jakie w nim działają dopuszczają podróże w czasie, co mogłoby tłumaczyć wiele dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk. Ludzki umysł nie jest czymś, co może zostać skonstruowane, zaplanowane poprzez algorytmy i programy, za ich sprawą można nawet stworzyć świadomość, świadomość w pewnym stopniu, ale nigdy indywidualność, która nas cechuje. Komputery, które posiadałyby już „świadomość” mogłyby się uczyć, na zasadzie zbierania i wykorzystywania informacji, jednak o ile wynikać to będzie z algorytmu. Nigdy nie będzie w stanie wyciągnąć konstruktywnych wniosków, dlaczego? Ponieważ algorytmy nie są pisane tak, aby obsługiwać błąd numeryczny, który w moim mniemaniu odpowiedzialny byłby za taką możliwość. Zbiory ludzkich umysłów i maszyn świadomych nie są rozłączne, ale nigdy jeden w drugim nie będzie się zawierał. Wszystko, co tu napisałem wynika z mojego światopoglądu, który czerpie całymi garściami z bytów matematycznych i idealnych, dlatego dopuszczam myśl, że poza nami jest coś więcej, że po śmierci nasze „oprogramowanie istnieć będzie w zewnętrznej cyberprzestrzeni, przestrzeni błędów, gdzie spychane są niepotrzebne dane po wyłączeniu komputera”.
Na koniec przygotowałem zestaw kilku absurdów, które niemal uwielbiam w filmach z terminatorem. Jeśli ktokolwiek dotrwał do końca tego posteru i zna historie maszyny z przyszłości nawet powierzchownie, mam nadzieję, że ta chwila go, choć trochę rozbawi, chyba, że zrobiły to moje postulaty, niekompletne w wiedzę, nie poparte eksperymentem, wymyślne i niepoprawne. Enjoy!

        Jaki jest cel pokazania obrazu, jaki „świadomość” wyświetla terminatorowi? Czyż jego procesor nie otrzymuje informacji z zewnątrz i nie przystosowuje działania do panujących warunków? Po co ta diodowa, czerwona poświata i jakieś dziwne komendy z zapomnianego języka z przyszłości?
    The Terminator: Reese opowiada o przyszłości i o obozach, gdzie maszyny zmuszają ludzi do pozbywają się zwłok swoich pobratymców. W porządku, ale co było nie tak? Smród, czy może ciała psuły widok zachodzącego Słońca nad postapokaliptycznym LA?
    W wersji reżyserskiej Terminator 2: The Judgement Day, Sarah, John, terminator i Dison niszczą komputery, które zaraz mają wylecieć w powietrze… Po co?
    Terminator wyposażony jest w nie lada „zabawki” z pewnością należy do nich licznik wystrzelonych naboi, zabitych ludzi i zniszczonych pojazdów.
    Nowe prototypy terminatorów również obfitowały w nowoczesne bronie szerzenia zniszczenia, TX po uszkodzeniu działka plazmy, używała broni alternatywnej – miotacza ognia!
    Na początku Terminator 3: Rise of the Machines TX zostaje zatrzymana przez policjanta – „What is sexy?” i biust powiększony.
    W tej samej części porwana Browster mierzy z colta do terminatora, ten nie ustępuje miejsca i dostaje kulkę… W zęby, po czym wypluwa zmiażdżony nabój niczym teksański rednek i ze spokojem na twarzy trąca: Don’t do that!
    Terminator Salvation: Marcus obiecuje, że wprowadzi Johna do siedziby Skynetu, kiedy John przybywa na miejsce by uratować Reese’a nasuwa mi się pytanie: Po co Skynet budował korytarze w miejscach, gdzie ludzie w założeniu, nigdy nie mieli wstępu? Do tego, jakie tam panują sterylne, wręcz szpitalne warunki!
    Arnold Schwarzenegger jako terminator nigdy nie zawiódł wizerunkiem, skóra, ciężkie buty, motor, ciemne okulary, ale takie?!
    Jeśli chodzi o uczucia, terminator długo dochodził do tego, dlaczego płaczemy. Jest tez druga strona medalu – John próbował nauczyć swojego bodyguarda uśmiechać się. Początkowo nie wyszło to najlepiej, ale wystarczyło, że w ręce zimnej maszyny do zabijania dostała się broń o niesamowitej skali rażenia i zsyłania dewastacji, a uśmiech sam ciśnie się na usta!
    Pozostał jeszcze jeden absurd, który zapada w pamięć jak nic innego, jeśli film zostanie kiedyś zapomniany, to teksty z tego filmu – będą wieczne!

14

Odp: Podróże w czasie

MAL-FILM a to tego gościa kojarzę już, ale wiele rzeczy, o których mówi nie do końca musi zgadzać się z prawdą, bo nikt wielu rzeczy z jego teorii nie policzył, zbyt skomplikowana matematyka. Film zobaczę i dodam opinię smile

15

Odp: Podróże w czasie

Obejrzałem sobie wczoraj, do dziś o nim myślałem. W sumie to moja teoria jest dość podobna. Tunele czasoprzestrzenne wywołane zapadaniem się czarnych dziur - fajna sprawa, moja teoria nie była aż tak szczegółowa. Wykorzystanie czarnych dziur - w porządku. Nie podjąłem się jednak walki z wymyśleniem teorii, która miała by te czarne dziury wykorzystać, co tutaj zostało przedstawione dość sensownie - nawet na gruncie mechaniki klasycznej. Nie mniej jednak, nadal pozostaje zagadką jak dostać się do (nie zbyt pewnego) stabilnego centrum czarnej dziury, gorzej jeśli trafimy na taką nie rotującą tongue Pole grawitacyjne jest tak olbrzymie, że nie ma jak tego zniwelować. Przy rotujących można by było zastosować "myk" podobny do tego, co w eksperymencie rezonansu magnetycznego. Prościej - lecimy statkiem, który rotuje z taką samą prędkością jak czarna dziura, co teoretycznie powinno przenieść prawa fizyki do nierotującego układu odniesienia i dalej została by tylko grawitacja do pokonania, ale podejrzewam, że siła odśrodkowa była by tak duża, że zniwelowała by grawitację. To by mogło zadziałać, ale... Ale kto zbuduje maszynę, która w pobliżu czarnej dziury mogła by rozpędzić się do takiej prędkości rotacji, druga sprawa - zanim uzyskalibyśmy stan nieważkości, osoby umieszczone w maszynie musiałby przeżyć efekty rozpędzania i grawitacji czarnej dziury - ja się niestety tego zadania nie mogę podjąć tongue

16

Odp: Podróże w czasie

Ale musisz przyznać , że Kaku to nieźle wymyślił .
Tyle tylko , że jego teorie są nie do wykonania .
Dlatego mówiłem , że podobnie przedstawiłeś pomysł na podróżowanie w czasie lecz to jest i tak nie wykonalne , a takie cuda możemy podziwiać tylko i wyłącznie w filmach .

17

Odp: Podróże w czasie

Tak, pomysł fajny, nawet bardzo. Jednak on poszedł tą drogą wiele lat temu i idzie nią dalej, gdzie wiele osób zajmujących się czarnymi dziurami i czasoprzestrzenią poszli w kierunku entropii czarnych dziur i faktycznej możliwości wykorzystania tak gęstej materii do komunikacji ze wczesnym wszechświatem i zapisu danych w ogóle. Dlatego on, jako dość szanowany naukowiec ma trochę więcej miejsca i może sobie na tym poletku lekko pofiglować.